poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział 8

od autorki : Dokładne 2275 słów ! Chyba nie jest tak źle, co ? Przepraszam was jedno.. za to że musieliście tyle czekać ! Prawie dwa miesiące ! Wiem, jestem okropna i baardzo was za to przepraszam i obiecuje poprawę ! Następny rozdział pojawi się do końca miesiąca :) Przypominam też o opcji 'Wersja na tumblr' przez co automatycznie wejdziecie na mój tm, gdzie między innymi możecie się ze mną skontaktować, bądź przeczytać inne moje historie, to by było na tyle.. Paaa xxx
Dedykacja dla anonimka ;) 


28 marca 2013

Ciepłe promienie słoneczne otulały moją twarz, powodując tym samym że pomału się wybudzałam. Lekki uśmiech wstąpił na moje usta, kiedy do moich nozdrzy dotarł wspaniały zapach naleśników, których Lou był mistrzem przyrządzania. Uchyliłam lekko powieki i ziewając podniosłam się na łokciach do pozycji siedzącej, w tym samym momencie zadzwonił budzik, którego melodyjka jak zawsze mnie rozbawiła. Wyłączyłam budzik i stając bosymi stopami na drewnianej posadce, udałam się w kierunku schodów. Wraz z każdym pokonywanym schodkiem, cudny zapach stawał się coraz to intensywniejszy. Stanęłam za jedną z ogromnych kolumn z zamiarem wystraszenia Lou, jednak mój brzuch miał inny plan
-Ktoś tu jest głodny! – zaśmiał się Louis, kiedy z mojego brzucha wydobył się odgłos świadczący o narastającym głodzie
-Nie, skądże ! - odpowiedziałam, pobłażliwie machając dłonią, co spowodowało, że śmiech szatyna się zwiększył o kilka decybeli – dobra, dość tych ceregieli. Kiedy jedzonko ? Brzusio jest głodny.. - spojrzałam na niego z miną zbitego psa, co on zignorował, nie udzielając mi odpowiedzi – Loueeh ! Pytałam się o coś ! - zbuntowałam się, krzyżując dłonie na piersiach, jednak ciągle utrzymując rozbawioną postawę
-Proszę madame ! Z dżemem truskawkowo-waniliowym jak lubisz. - uśmiechnął się lekko w moją stronę po czym postawił tuż przez moim nosem, kilka przepięknie wyglądających naleśników. - a na kolacje, będą naleśniki z grzybami – zakomunikował, sam zabierając się za konsumpcje.
-Mój wybawca ! - wykrzyknęłam, idąc w jego ślady. Uwielbiam naleśniki, zawsze przypominały mi one babcię od strony taty, zawsze kiedy do niej przyjeżdżaliśmy częstowała mnie jednym z swoich wyśmienitych cudów z grzybami.
- Chloe.. – odchrząknął
-Tak ? - spytałam delikatnie przygryzając wargę
-Jesteś tu.. brudna – szepnął wskazując dłonią miejsce tuż nad swoją górną wargą, zaśmiał się po chwili, kiedy nie udolnie próbowałam zlizać niechciany dżem znad mojej wargi, z skutkiem co najmniej nie zadowalającym – Pozwól że ja to zrobię – szepnął całując mnie delikatnie w usta. Oblizał delikatnie moje wargi, aby chwilę potem lekko zagryźć moją dolną dolną wargę i ją zassać
-Jasna cholera ! - warknął Lou, kiedy do naszych uszu dotarł dźwięk z domofonu, wstaję od stołu śmiejąc w wniebogłosy widząc, jakie zdenerwowanie wywołało u chłopaka przerwanie naszego pocałunku.
-Idź otwórz, a ja tu posprzątam – zarządziłam, klepiąc Lou w tyłek. Szatyn wywrócił oczy i kręcąc zachęcająco tyłkiem ruszył ku drzwiom głównym.
Ja za to pozbierałam jeszcze zdolne do jedzenia produkty, po czym schowałam je do lodówki, resztki wyrzuciłam do śmieci, naczynia i sztućce do zmywarki, powycieram jeszcze tylko stół wilgotną szmatką i uśmiechnęłam się triumfalnie widząc jaki porządek udało mi się uzyskać.
Kiedy do moich uszu dotarł głos Liama i Lou z holu, zmarszczyłam czoło i udałam się w kierunku głosów. Oparłam się o jedną ze ścian z niepokojem w duszy, obserwowałam ich wymianę zdań, ściszonym głosem
-Louis ! - krzyknęłam kiedy chłopak wymierzył cios w stronę Liama, ten upadł na ziemię jęcząc cicho z bólu
Tommo spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Louis, wyjdź proszę z tego pomieszczenia – warknęłam, zabijając go wzrokiem, sama szybko pobiegłam do lodówki, z której wyjęłam worek z lodem
-Chciałem tylko o mieszkaniu pogadać,a ten chuj mnie uderzył – wycharczał Liam przykładając lód do oka
-Liam! - upomniałam go
-Przepraszam, ale on...
-Żadnych 'ale', po 16 wpadnę do ciebie i to obgadamy – ucięłam, a on bez słowa wyszedł.
Z głośnym westchnięciem udałam się na górną część domu z zamiarem przygotowania do pracy, piękny początek dnia, nie ma co.
-Chloe, ja.. - zaczął Lou podchodząc do mnie
- Sweety, nie mam czasu za godzinę mam spotkanie, a jestem w proszku.
-Mogę ci jakoś pomóc ? - spytał
-Pomóc ? niby w czym - zakpiłam – Albo wiesz co ? Daj mi święty spokój, a bynajmniej przez najbliższe godziny, bo cię zabiję – powiedziałam na jednym wdechu, widząc jego ogromne zdziwienie udałam się do garderoby
-Zmieniłaś się – usłyszałam tylko za sobą
-Nawet nie wiesz jak bardzo – odpowiedziałam mu w myślach

*

Siedzę sam w mieszkaniu, jedząc płatki z mlekiem i spoglądając na krótką wiadomość, jaką pozostawił mi Liam na stole 'Z kochanie, musiałem wyjść coś załatwić, wrócę po 11, kocham – Liam xx'
-Ciekawe co załatwić – mruknąłem, chwytając w dłoń kartkę i zgniatając ją w kulkę, wyrzuciłem ją przez otwarte okno naprzeciw mnie. Wiecznie go nie ma, wiecznie coś. Czemu on mi to robi ? Dlaczego, kurwa ?!
Obracam się na pięcie i kieruje na sypialni. Zasiadam na łóżku, ręce wsadzając w włosy, które powoli ciągnę. Kilka łez spływa po moim policzku, w głowie cała wojna myśli, nie pozwala mi się na niczym skupić. Liam za królował w moim umyśle i raczej na pewno nie myślał o z rezygnowaniu z pełnionej funkcji. Czując bezsilność przeszywającą mnie na wskroś bezsilność chwytam w dłonie długopis i kartkę.
Piszę kilka pierwszych słów na kartce, tworząc ze swych uczuć piosenkę, piosenkę o tym jakim zabójczym narkotykiem Liam James Payne dla mnie jest.
I can’t stay here in this place,
Slowly freaking out, I’m slowly freaking out.
I can’t be
You’re addictive.
I’m slowly freaking out, I’m slowly freaking out
And out and out again.
Enigmatic, so close, static
This feeling I can’t shake.
But just remember that I want you
My will can never break.

-Zayn ? Jesteś tu ? - słyszę jego głos, przez co podskakuję i szybko chowam tekst do jednej z moich torb, koło szafy
-Jestem w sypialni ! - wołam, przywołując szeroki uśmiech na usta – co ci się stało ? - pytam zauważając wielką fioletową gulę pod jego lewym okiem
-Ten koleś.. przed którym ostatnim razem broniłem Danielle, mnie spotkał i uznał, że musi mi ostatni raz przypieprzyć – odpowiada niewzruszony
-Trzeba to jakoś.. zgłosić, albo coś ! - krzyczę zszokowany, a Liam macha tylko na mnie ręką
-Nie martw się, koleś się nauczył, że mnie się nie biję – śmieje się lekko, całując mnie w policzek – Współczuję tylko makijażystce, która będzie musiała to ukryć na jutrzejszą sesje – dodaje robiąc zmartwioną minę
-Liam ? - spogląda na mnie – Na pewno wszystko dobrze ? - upewniam się
-Na pewno, Z ! Nie martw się o mnie misiaczku – rzuca, przytulając mnie z całych sił
Parę minut później siedzimy razem przy stule, a szatyn konsumuje śniadanie, opowiadając mi przeróżne kawały. Jego zachowanie.. jest dziwne, mimo tego że nie wykazuje żadnych znaków, by kłamał to coś w środku mi mówi że tak właśnie się dzieje – Liam próbuje mnie okłamać, mydląc mi oczy jakimś tandetnym kłamstwem
-Po czwartej ma wpaść Chloe, mamy uzgodnić jakieś sprawy z mieszkaniem – rzuca lekko, wgryzając się w kanapkę kiwam lekko głową dając mu do zrozumienia, że dotarła do mnie ta informacja. - A co powiesz, aby dziś wieczorem..
-Mam plany, wybacz – kłamię, widzę wyraźny smutek na jego twarzy no, ale 'Jak Kuba bogu, tak bóg Kubie'.

*

Praca, praca, praca. Tak długo się ubiegałam, starałam, tak długo marzyłam, aby być tu gdzie właśnie jestem.. i co ? Teraz siedzę za moim biurkiem, zastanawiając się po co mi to było. Przecież mogłam bym pracować u taty w jego firmie jubilerskiej, która słynie na cały świat, byłam bym tak kimś tam, może nawet nie musiałam bym pracować, a pełniłam bym tylko funkcję 'ozdoby', która chwaliła by się wyrobami Key'ów na cały świat. Wystawne bankiety, czerwone dywany, cóż to dla mojego taty.. ale nie ! Mi się zachciało wyjechania z Irlandii i na własną rękę osiągnięcie sukcesu ! Teraz muszę użalać się z projektantami i stylistami, którzy mają się za bogów, szczerząc się przy tym jak głupi do sera, udając że ich zachcianki mnie nie wkurwiają, a nawet interesują. 
Wypełniałam kolejne zaległe papierzyska, kiedy to tuż przede mną zaledwie kilkanaście metrów dalej, stał osobnik, który działał mi niebywale na nerwy w dodatku żartując jak gdyby nic z moją ekipą.
-Lou ? A ty nie masz przypadkiem sesji ? - pytam z przesadnym opanowaniem. Szatyn spogląda na mnie spod łba, marszcząc brwi
-Modelka się spóźnia – odpowiada chwytając w dłoń kolejnego pączka
- CO? - krzyczę wstając i chwytając w dłoń telefon – Dziewczynko, masz tu być za pięć minut, bo jak nie to możesz już się pożegnać z pracą ! - wydzieram się do urządzenia, ignorując zdziwione spojrzenia współpracowników
- Prze.. przepraszam, był wypadek i przez pół godziny nie dało się przejechać – wydukał ktoś za moimi plecami.
Obróciłam się na pięcie zauważając modelkę, tą samą która właśnie opieprzyłam, wzięłam głęboki oddech po czym odezwałam się
-Dobrze, nic się nie stało, a teraz proszę bierzcie się do roboty – odpowiedziałam już znacznie spokojniej, powracając do roboty papierkowej, starając się nie zadźgać nikogo z nich, na przykład nożyczkami.
Maddi spoglądała na mnie co chwilę z zatroskaną miną, a na co ja machałam tylko ręką.
Przejechałam po karku widząc ogromny stos papierków, który jeszcze na mnie czekał; tu podpis, tu kilka słów, tam kilka krzyżyków, podpis i tak w kółko. Z ręką na sercu muszę przyznać że do roboty biurowej się nie nadaję z pewnością. Upiłam kilka łyków kawy, mając nadzieję, że choć ona pomoże mi powrócić to mojego humoru, sprzed wizyty Liama, jednak miliłam się, jednym plusem było to, że chociaż w większym stopniu zaczęłam funkcjonować normalniej. Kiedy wybiła godzina 15.45 wyszłam, oznajmiając że mam 'parę spaw do załatwienia', wszyscy grzecznie mi przytaknęli, a ja z czystym sumieniem mogłam udać się na spotkanie z Li
-Pójdę z tobą ! - krzyknął za mną Lou, ja prychnęłam
- I znowu mu przepieprzysz ? - warknęłam, spoglądając na niego
-Chlo.. to nie tak.. ja nie chciałem.. samo tak wyszło.. - bronił się
-Właśnie. Wyszło.
-To co, mogę ?
-Idę sama, część.

*
Pięć po czwartej dotarło do moich uszu pukanie, więc uśmiechnięty ruszyłem otworzyć naszemu gościowi
-Chloe ! Przecież masz jeszcze zapasowe kluczę. - zaśmiałem się, witając ją uściskiem
-Już nie – odparła wkładając mi do dłoni plik kluczy, wywróciłem teatralnie oczami i gestem dłoni wpuściłem ją do środka. Dziewczyna niepewnym krokiem ruszyła w głąb przedpokoju szukając (zapewne) Liama
-Jest w salonie – informuję ją, za co dziękuję mi szerokim uśmiechem.
Zamykam drzwi, odwieszam kluczę i równie wolnym krokiem kieruję się do salonu. Zasiadam na jednym z krzeseł przy stole, obserwując jak Chloe i Liam wymieniają się ze sobą spojrzeniami
- Kto zatrzymuje mieszkanie ? Bo jak na razie jest nasze wspólne, a myślę, że aktualnie lepiej by było, aby miało je tylko jedno z nas – zaczyna mój chłopak, mówiąc głosem urzędnika, a mnie przechodzą ciarki i przypominają się czasy młodość, kiedy to nie jednokrotnie byłem wydalany ze szkoły.
-Ty. - odpowiada krótko Chloe. A mi w głowie kołacze się jedna myśl.. czemu czuje się jak podczas sprawy rozwodowej?
-Emm... to ten może.. - plącze się szatyn, dłonią drapiąc się po głowie
- Liam.. - dziewczyna wyciąga z torby jakieś papiery, którymi zaczyna machać Li przed nosem – Jeśli podpiszemy te papiery, te mieszkanie, zostanie się w stu procentach twoją własnością.. Spisał je mój prawnik, ale jeśli chcesz, możesz to je sprawdzić – informuje, kładąc dokumenty na stole. Payne, wpatruje się w nią przez kilka minut po czym podpisuje dokumenty
-Ufam ci. - Liam uśmiecha się lekko w stronę Key oddając jej papieru -Jutro przefaksuj mi kopie, dobrze – dodaje
-Jasne – odpowiada, a Liam wychodzi z pokoju pod pretekstem telefonu, który musi wykonać
W pokoju pozostaję sam z dziewczyną, która konsekwentnie pakuje swoje rzeczy do dizajnerskiej torby, po czym wstaje i ściska mnie lekko w ramach pożegnania
-Chloe.. a dlaczego się wyprowadziłaś tak nagle ? - pytam, sam bojąc się odpowiedzi
- I po co się pytasz ? I tak się nie dowiesz – rzuca z chytrym uśmieszkiem
-Coś insynuujesz ? - mówię z przymrużonym okiem
-Nie, nie. Okey, Malik trzymaj się – śmiejąc się żegna mnie i w (prawie) podskokach opuszcza mieszkanie


Przemęczony opadam na kanapę przed wielkim telewizorem, który załączam. W tym też momencie dociera do mnie fakt, że przecież mam na dziś wieczór plany. Pluję sobie w twarz, stwierdzając że już nigdy więcej nie będę kłamać 

środa, 8 maja 2013

Rozdział 7.


Od autorki : Jest Ziam.. wiem że go coraz mniej osób lubi, nie tylko mówię tu o tym co się dzieje na blogu, ale ogółem. No cóż, ale co ja na to poradzę ? 
Ta ósemka, ciągnie się w tym samym dniu co siódemka, ogółem zaczęłam pisać daty rozdziałów, może to wam ułatwi czytanie, a może nie.. ale na pewno mi będzie się łatwiej pisać. + ten rozdział to coś dla Chouis Shippers :D
Zapraszam do zaglądnięcia w polecane blogi i klikanie w sondy, bo połowa głosów zniknęła.. Maturzystą w tym Anett życzę zdania oraz zapraszam naten blog naprawdę warto ! xx
Dedykacja : Megan Tommo

10 komentarzy = Rozdział 8








19 marca 2014


-Jesteś piękny – wyspał poruszający się we mnie Liam.
-A ty jesteś zabawny, wiesz ? Pieprzymy się, a ty mówisz mi że jestem piękny.. - zaśmiałem się przerywając tylko i wyłącznie po to, aby kolejny raz tej nocy,wydobyć z siebie donośny krzyk zadowolenia, spowodowany kolejną dawką przyjemności jaką zapewniał mi tym razem górujący nade mną chłopak. Uwielbiałem ten moment kiedy to nasze ciała, stawały się idealną jednością. On mój, ja jego – na zawsze.


****

-Co ty robisz ? - spytałam kiedy odsunął się ode mnie znacznie, tym samym wypuszczając mnie z silnego i bezpiecznego uścisku. Popsuć taką piękną chwilę!
-Mam dla ciebie niespodziankę – Louis spojrzał na mnie, uśmiechając się szeroko w moją stronę, przerażona – znająca jego wygłupy, pokiwałam lekko głową, a on zawiązał mi czarną przepaskę na oczach. Przegrana ruszyłam za nim, między nami panowała cisza, zakłócana tylko krótkimi wskazówkami Tommo. Mój oddech świadczył, o wszelako wysokim zdenerwowaniu, był płytki, nie równomierny i głośny.. Czy, ufałam mu ? Tak, ale pomimo tego bałam się nie tylko jego, ale i tych durnych pomysłów... Pamiętam, jak parę lat temu Loueeh, wpadł na pomysł, abym poszła na wagary, aby spróbować po raz pierwszy papierosów. Tak dokładniej mówiąc ja chciałam, spróbować po raz pierwszy papierosów przy nim, uznałam że wolę się wygłupić przy nim, niż przy kimś z mojej paczki. Loueeh, podjął decyzję że zrobimy to podczas lekcji, bo wtedy jest mnie prawdopodobny fakt iż ktoś nas przyłapie.. a fakt że prawie podpaliliśmy wtedy szkołę to tylko szczegół. Mały drobny nic nie znaczący szczegół.
- Uważaj ! - usłyszałam za sobą krzyk Lou, który chwilę potem szczelnie objął mnie swoimi ramionami, cicho się śmiejąc – spadłaś byś z chodów wariacie – dodał, całując mnie w policzek
-Nie możemy z tym poczekać do jutra ? Louiiee.. jestem zmęczona.. - ziewnęłam głośno i trzymając chłopaka za dłoń ruszyłam ku.. cokolwiek tam się znajdowało.
-Nie.. - zaśmiał się tym razem donośniej, jakby moje zmęczenie było czymś zabawnym.

Kroczyłam na równi z nim, co raz to wykonując jego polecenia, dzięki którym w pewnym sensie jeszcze żyłam. Słyszałam jak coraz to bardziej zbliżamy się do centrum Sydney, co z łatwością można było wywnioskować po coraz to większym hałasie wokół nas. Zaraz potem wsiedliśmy do jakiegoś samochodu ? Boże chłopie, co ty kombinujesz ? Jazda dłużyła się, moje pytania tak intensywnie ignorowane przez mojego oprawce oraz zagłuszane coraz to bardziej pogłaśnianą muzykę; wcale nie działało to na mnie uspokajająco. Wręcz przeciwnie, ogarniałam mnie panika. Tak okrutna i raniąca panika połączona z natłokiem myśli, dla przeciętnego człowieka mogło się to skończyć czymś w stylu ataku, a ja nadal siedziałam i wsłuchiwałam się w piosenkę P!nk. Niezwykle uspokajającą piosenkę ! Ah.. ta ironia. Głupia jest, prawda ?
-Możesz zdjąć już tą chustkę – melodyjny głos porywacza dotarł do moich uszu, przerywając moje lekko beznadziejne myśli. Gdy tylko pozbyłam się czarnego materiału, który umożliwiał mi patrzcie, moim oczom ukazał się Harbour Bridge. Pisnęłam lekko przerażona tym co może stać się za parę chwil.

-Witam, proszę założyć te stroję – zawołał podbiegający do nas facet, najpierw mój wzrok pełen obrzydzenia powędrował ku stroją które trzymał w swojej dłoni, a następnie (tym razem pytający) powędrował ku niemu samemu – państwo na wspinaczkę tak ? - zapytał poirytowany.
-Wspi.. - nie zdążyłam skończyć, bo mój przyjaciel zakrył mi usta ręką, sam odpowiadając pozytywnie na pytanie. Niechętnie wsunęłam na siebie szare obrzydlistwo i ruszyłam za tamtym facetem do samego mostu. Gdzie przyczepił mnie specjalną liną do kolejnej, stalowej liny, która rozciągała się na długość całego mostu. Nie pewnie spojrzałam w jego stronę, na co on uśmiechnął się, podając mi słuchawki, w których będę dobrze słyszała wypowiadane przez niego słowa nie zależnie czy będę na dole, czy też na samej górze.
-Powoli.. – trzymając się jego dłoni, zrobiłam pierwsze, kroki aż w końcu byłam w sama w stanie iść dalej. Nie wiem czemu mojemu fotografowi, zachciało się takich a nie innych atrakcji, pewna byłam za to tego że pluł sam sobie w twarz, przez swoją głupotę. Próbując się oderwać od tego głąba, chociażby myślami – spojrzałam w przepiękną panoramę miasta, która otaczała zewsząd. Idealna sceneria do fotografii, czyli postawa Tomlinsona stała się już całkiem zrozumiała.
-To ja wam nie przeszkadzam – westchnął pokrzepiająco przewodnik, gdy tylko znaleźliśmy się na samym szczycie. Zdenerwowanie na twarzy niebieskookiego,  rosło wraz z każdą mini sekundą, wprawiając mnie w nie małe (i kolejne już) osłupienie, nagle delikatnie uklęknął przede mną w ręku trzymając malutkie czerwone pudełeczko
-Chloe Keys.. czy wyjdziesz za mnie ? - wydukał otwierając pudełeczko z ślicznym pierścionkiem w środku. Początkowo myśląc że to żart wybuchłam gorzkim śmiechem, ale widząc wyraźnie smutną minę Louisa – szybko się uspokoiłam, starając się też uspokoić wszystkie tak poplątane w mojej głowie myśli.
-Lou ja nie... Liam.. jestem z nim – przeklęłam samą siebie w myślach, tylko się domyślając jak debilnie się
-Chloe, zgódź się ! Kto był przy tobi,e kiedy tego potrzebowałaś ? Ja, zawsze byłem, jest i będę dla ciebie. A miłość ? Nie wiem czy to już miłość, jednak wiem że i ona przychodzi z czasem
-Louis, ja..




****
22 marca 2014

-Co ? - głos Liam lekko zadrżał gdy usłyszał moje oświadczenie
-Liam, to. Wyprowadzam się do Lou, a teraz. Albo mi pomóż, albo przestań przeszkadzać. - westchnęłam wrzucając, często niedbale swoje rzeczy do pudeł, walizek i przeróżnych innych ustrojstw.
-A dlaczego ten Tomlinson, ci nie pomaga ? - syknął przez zęby. 
W tym samym momencie w tylnej kieszeni spodni poczułam delikatne wibracje, które oznaczyły że właśnie przyszedł sms. Uśmiechnęłam się kompletnie nie zwracając już uwagi na szatyna, który stał nade mną z miną mordercy drobiu.
'Ci co się zajmują twoimi rzeczami to skończeni debile ! Prawie stłukli antyczny wazon ! A teraz nie potrafią OSTROŻNIE OBCHODZIŚ Z PUDŁAMI! Wracaj szybko do domu proszę !x'
Czując że słowa Lo mogą okazać się prawdziwe pośpiesznie poskładałam ostatnią bluzkę i włożyłam ją do torby.
-Loueeh, jest w domu i pilnuje,aby firma przewożąca moje rzeczy nic nie spieprzyła – rzuciłam pośpiesznie, wymijając chłopaka stojącego w framudze drzwi
-Nie.. - szepnął, chwytając lekko moją dłoń. Podniosłam wzrok, spoglądając w jego załzawione oczu. Jego spojrzenie było pewne bólu i smutku, sprawiając że czułam się jak ostatnia dziwka opuszczając go w tym momencie.
-Liam.. Proszę  zrozum w końcu. To koniec. - wydukałam, jednocześnie wyrywając się z jego ścisku. Ruszyłam ku wyjściu informując wynajętych pracowników gdzie i które rzeczy mają wsiąść do ciężarówki,a które mają znaleźć się w moim aucie.
- To proszę pani, już wszysto ta ? - spytał 30-letni mężczyzna zamykając drzwi od ciężarówki. Na pierwszy rzut oka, mógł się on wydawać wiejskim głupkiem o czym mógł świadczyć jego wygląd, szczerbaty uśmiech, sposób poruszania się, czy też dziwaczny sposób wysławiania; jednak przy wymianie chociaż by kilku słów pomagało człowiekowi, wyjść z tego tego błędu, albowiem był no i owszem prostym człekiem, ale na pewno nie debilem.
Zasiadłam za kółkiem samochodu, czekając aż ciężarówka z moimi rzeczami, która jednocześnie tarasowała mi przejazd odjedzie, kiedy tak w końcu się stało ruszyłam za nimi. Uwielbiałam jazdę samochodem, ogółem uwielbiałam samochody, co często zaskakuję ludzi.

-Wreszcie ! - wykrzyknął Tomlinson, gdy tylko przekroczyłam próg jego ogromnej i luksusowej willi. Zawsze mnie bawiło to jaki miał on stosunek do swoich domów. Zawsze były one na pierwszym miejscu. No cóż każdy ma swoje 'dziwactwa'.
-Słonko i tak szybko mi to poszło, wyobraź sobie jakbym musiała wziąć jeszcze wszystkie rzeczy, które są u mojego taty w Irlandii ! - Lou spojrzał na mnie przerażony wizją tego, ile osób, nie ostrożnych osób musiało by się krzątać po jego posesji, aby to wszystko znalazło się tu w Londynie. Z uśmiechem na twarzy pokręciłam głową i pocałowałam delikatnie w usta.
-To pani Irlandka ? Ja żem też ! - krzyknął uradowany mężczyzna rzucając mi się na szyję, śmiejąc się również odwzajemniłam uścisk
-To ile się należy ? - mruknął, wyraźnie zazdrosny chłopak u mojego boku.
-A te.. to je równe 100 funtów, prze pana
- Reszty nie trzeba. - podałam mu dwukrotną sumę tego co sobie zażyczył na co tylko się szeroko uśmiechnął i w podskokach opuścił willę.

-Zazdrośnik ! - krzyknęłam, gdy tylko drzwi frątowe się zamknęły, a my zostaliśmy sami
-Chloe, jesteś moją narzeczoną! Muszę być o ciebie zazdrosny ! - pisnął starając się bronić
-Louis, przyszłą jak już. Pamiętaj że odrzuciłam twoje zaręczyny.. - spojrzałam na niego wymownie
- No i ? Dla mnie i tak jesteś panią Tomlinson ! - wyszczerzył się do mnie. - teraz choć kochanie, zrobimy z tym porządek.. - zasmucił się spoglądając na bajzel, tym samym powodując u mnie po raz kolejny dnia dzisiejszego rozbawienie


***


-Wchodź. - powiedział dziś wyjątkowo niemrawy Liam. Każdy jeden jego włos stał w inną stronę, oczy miał wyjątkowo intensywne podkrążone – jakby przepłakał cały dzień, a ubrania były niesamowicie wygniecione.
Zdjąłem okrycie wierzchnie oraz buty, ruszając za moim chłopakiem do kuchni w której już stały, dwie czarne i świeżo zaparzone kawy. Zasiadłem wygodnie przy wysokim stoliku na jednym z stołków barowych. - Chloe się wyprowadziła – mruknął, biorąc łyk nektaru bogów.
- To.. chyba dobrze, tak ? - spytałem nie pewnie, szatyn pokiwał twierdząco głową na znak zgodności ze mną. - To skąd twój wygląd  i zachowanie ? - na to pytanie machnął ręką mamrocząc coś o tym że w nocy nie mógł spać, więc teraz odsypiał. Widząc jak męczy go ten temat, zaprzestałem wywiadu i zamiast tego zwyczajnie – delikatnie musnął jego usta po czym zamknąłem go w szczelnym uścisku – Pamiętaj. Na mnie zawsze możesz liczyć – wyszeptałem, chcąc utwierdzić go w tym że jest tu tylko i wyłącznie dla niego.
-Wiem Zayn, wiem i dziękuję ci za to. - odpowiedział cicho łkając.
-Ci.. wszystko będzie dobrze..








+ Wiek postaci : 
Chloe - 25
Liam -26
Louis - 28
Eleanor - 21
Anett - 18
Harry - 19
Niall - 26
Zayn - 27
Maddi - 30
Pablo - 34


Informuję przez twittera i co tam chcecie, wystarczy że zostawicie na siebie namiary ! x
+Przypominam też o Character Asks gdzie możecie zadawać postacią pytania :D x

środa, 1 maja 2013

Rozdzial 6.

Od autorki : Postanowiłam pisać w dwóch narracjach, jako Zayn i Chloe.. mam że się spodoba ! x Oraz co powiecie na nowy wygląd ? Spędziłam nad tym calutki dzień ale i tak czegoś mi brakuje.. ale hahah nie znam się na grafice więc w moim wykonaniu.. whatever miłego czytania :D x


Dedykacja : Anett




Słońce delikatnie przebijało się przez chmury, a temperatura w porównaniu to tej sprzed kilku dni, była naprawdę wysoka. W takich chwilach człowiek ma wrażenie, jakby był w stanie góry przenosić. O matulo, nawet fakt iż mój management znów ma jakieś problemy z czymś tam i zachowują się jak mrówka przed okresem, nie jest wstanie zepsuć tego cudownego poniedziałkowego poranka.
-Piękny dziś dzień panie Malik, prawda ? - zaśmiał się dobrze znany mi piekarz, gdy tylko otworzyłem drzwi piekarni, słysząc charakterystyczny dźwięk dzwonka, zasieczonego przy drzwiach, który miał za zadanie informować pracownikach o nowo przybyłych klientach.
-Wyjątkowo – odpowiedziałem uśmiechając się półgębkiem. Odbierając zamówione wcześniej drożdżówki i bułki, zacząłem z nim krótką pogawędkę o tym jaki świat jest
idealny i faktycznie, dziś i dla mnie świat był wyjątkowo łaskawy, miałem być sam na sam z moim Liamem, bez Chole. Sam na sam z moim ukochanym. Pięknie brzmi prawda ? - Miłego dnia, panie Grimmy! - pożegnałem się machając ręką, szybko udałem się do auta, stojącego na stosunkowo, opuszczonym parkingu. Zważając na dość wczesną porę i fakt iż nie jest to zbyt zatłoczona dzielnica, nie zdziwiła mnie ta pustka, chociaż, by w najmniejszym stopniu.
Wsłuchując się w stosunkowo głośno puszczoną muzykę, zastanawiałem się jak możemy spędzić najbliższe dni. Najlepszą opcją jak dla mnie, był by szybki wypad w jakieś urokliwe miejsce.. Może Karaiby ? Jednakże Liaś uparł się przy tym że zostaje w Londynie i nigdzie się stąd nie rusza, nawet do domu. Rozumiem że od następnego tygodnia zaczyna nagrywać materiał na trzecią to już płytę, ale czy wakacje nie zrobiły by mu dobrze ? Cóż z nim w takich sporach nie da się wygrać, a jedyne co mógłbym osiągnąć to rozpad naszego związku, co jest ostatnią rzeczą, której pragnę.
Nagle moje myśli pobiegły w kierunku Chloe, dlaczego ona była dla mnie, zazwyczaj taka oschła ? Tak, wiem że kiedyś była z moim chłopakiem, jednak czy nie zakończyli już oby dwoje tego rozdziału w swoim życiu i zaczęli kolejny pod tytułem 'Przyjaciele' ? Czy, ma mnie za tak złego, czy też nie odpowiedniego dla Li ? Staram się na litość boską, staram się. Z daję sobie sprawę z tego że jestem, specyficzny. Jednak nigdy nie uważałem tego za swój minus również nigdy nikt mi tego nie zarzucił. Kobiety są dziwne, tak. To chyba główny powód dla którego wolę mężczyzn. Są oni zdecydowanie mniej skomplikowani, jeśli coś im się nie podoba to mówią to wprost, a kobiety robią z tego jakąś szopkę, przedstawienie. Faceci przede wszystkim tak nie oszukują jak one...

***


Ciepło, wszędzie otacza nas przepiękny ocean... Pięknie jest. Zmrużyłam lekko oczy, w momencie kiedy to zsunęłam z nosa okulary przeciwsłoneczne, aby mieć lepszy widok na modelki, pozujące na brzegu plaży. Po chwili jednak na moje usta wkradł się grymas nie zadowolenia, kiedy zobaczyłam w jaki sposób Anett ustawa się do zdjęć.
-Anett, ustaw się inczej, bo wyglądasz jak początkująca modeleczka, a nie jak zawodowa modelka. - dziewczyna lekko prychnęła na mój rozkaz, jednak po krótkim kontakcie wzrokowym w zaskakująco szybkim czasie wykonała moje polecenie, przybierając pozę wartej samej Haidi Klum. 
Uśmiechając się pod nosem, ruszyłam w stronę hotelowego baru, z zamiarem zakupienia czego zdatnego do picia.
-Kochanie ! - krzyknął do mnie zniewieściałym głosem Lou, sprawiając że po plecach przeszły mnie nie miłe ciarki. Obróciłam się w jego stronę,ledwo powstrzymując się przed jakąś głupotą.
-Louis. Nie. Nazywaj. Mnie. Tak. - wypowiedziałam zaciskając szczękę, ten wzruszył ramionami i pocałował mnie w policzek. Od paru godzin ciągle grał to samo przedstawienie, uśmiechając się niewinnie przy tym. Złość przepełniała mnie na skroś, a świadomość że to dopiero początek sprawiała, że nie do końca byłam pewna, czy pomysł powrotu do domu, pierwszym lepszym samolotem jest taki zły.
-Louis, jesteś takim świetnym fotografem, ludzie zabijają się o sesje w twoim wykonaniu, więc czemu nie nauczyłeś Anett dobrze pozować przecież to twoja kuzynka.. – rzuciłam zadziornie, jego reakcja była jeszcze bardziej zabawniejsza niż się mogłam spodziewać; pobladł po twarzy i teatralnie złapał się pobliskiego stolika prawie 'upadając'. Zaśmiałam się w myślach słysząc jego ciche zapytanie 'skąd wiesz?' kontynuowałam – sprawdzałam jej dokumenty przed wyjazdem i podejrzanie jej matka nazywa się tak samo, jak siostra twojej mamy i jeszcze dziwniejszym trafem jest ona w wieku Anett..
-Ok starczy ! - krzyknął, bezbronnie unosząc ręce ku górze. Tym razem nie wytrzymałam i zaśmiałam się krótko. - Tak Anett, to moja kuzynka, ale naprawdę ma talent..
-Wiem, wiem. Zwyczajnie nie jestem w stanie ciebie zrozumieć. - wzruszyłam bezwładnie ramionami.
-Czyli kochanie, się nie gniewa na misiaczka ? - spytał z nadzieją w oczach
-Kto.. na kogo ? - zakpiłam z jego kiepskiej gry, którą przegrał jeszcze zanim ją zaczął, sam zresztą był tego świadomy.
-Ty na mnie – sprostował, przybliżając się do mnie. O nie do Tommo wiem co planujesz. Zrobiłam krok ku tyłowi, ale pech się mnie trzymał, bo tuż za mną okazał się stać kolejny, przyozdobiony białym obrusem stolik. Uratował mnie tylko dochodzący z oddali krzyk Harry'ego, podkreślmy wściekłego Harry'ego. Loueeh westchnął głośno, znacząco odsuwając się od mojej osoby.
-Louis, powaliło cię ? A może słoneczko ci za mocno przygrzało ?! Jak skończony debil, stałem na tym skwarze czekając aż tylko, łaskawy królewicz Tomlinson się zjawi ! - wykrzykiwał wściekły chłopak wymachując rękoma – Cześć Chloe – przerwał na chwilę swój monolog, tym razem znacznie przyjaźniej witając się ze mną, uczyniłam to samo czekając na ciąg dalszy, ich występu.
-Po pierwsze, chłopczyku uspokój się. Mam 27 lat a ty 19 więc może bu tak trochę szacunku ? Inną sprawą jest to że jestem szanowanym fotografem, a ty tylko..
-Lou, nie pierdol tylko bierz się do roboty oraz nie dziw się Stylesowi też byłam bym na ciebie wściekła. - powiedziałam, przybierając bezuczuciową postawę udałam się do dyskutujących Maddi i Pablo.


***


-Daj ja pozmywam. - Liam wyrwał mi z ręki brudne naczynie, zajmując miejsce przed kuchennym zlewem, ja za to przystanąłem obok niego i trzymając w ręce szmatkę wycierałem, czyste już naczynia i układałem je w szafkach, bądź też szufladach.
-Liam..jak myślisz, dlaczego Chloe mnie tak nie lubi ? - wraz z moimi słowami postawa mojego Li, zmieniła się z wyluzowanej na niezwykle spiętą.. czyż by coś ukrywał ?
-Ona jest.. bardzo skomplikowana. Nie dla wszystkich jest miła, a tak dokładniej to dla większości ludzi na tej planecie. Nie zrozumiesz, jej dziwnego rozumowania. Zresztą w przeszłości sporo przeszła i to ją boli... - posłał mi lekki uśmiech
- Przeszłości ? - spytałem, starając się w głowie ułożyć historię, która może się ułożyć w logiczną całość.
-Ehh.. Do bodajże 6 roku życia, mieszkała z swoimi biologicznymi rodzicami, którzy się nad nią znęcali. Ponoć była też molestowana, jednak sama mi się do tego nigdy nie przyznała. Krótko po tym jak trafiła do domu dziecka w którym ją nie traktowali również za dobrze, została adoptowana. Nigdy nie miałem okazji poznać lepiej jej przybranej matki, jednak wiem że były ze sobą blisko, gorzej było z panem Keys. Co prawda Chloe traktuje go jak swojego biologicznego ojca, to od śmierci jego żony nie są ze sobą już tak blisko, jak dawniej. Z tego co mi wiadomo, to dostała po niej 1/3 spadku.. resztę dostał jej mąż, który i tak wszystko zapisał w razie jego śmierci na Chloe. - pokiwałem głową, pomału weryfikując informacje. Teraz rozumiałem w pewnym sensie, jej nie chęć do mojej osoby. - Ale Zayn, obiecaj mi że nie powiesz, że wiesz... - dodał pośpiesznie, jakby bał się zaraz do niej zadzwonię, chcąc powiedzieć jak bardzo jej współczuję, co prawda przebiegło mi przez myśl, jednak wiem że nie skończyło by się to najlepiej, jak będzie gotowa to sama mi powie.
-Masz to jak w banku ! - zaśmiałem się, starając się przywrócić szczęśliwy humor, sprzed jeszcze paru minut

***


Zachód słońca nad oceanem jest jedną z najpiękniejszych cudów tego świata, od zawsze o tym wiedziałam ale dopiero teraz miałam okazję się o tym przekonać na własne oczy. Ognista kula zatapiała się w morskiej bryzie, a jej pomarańczowa poświata pięknie odbijała się na delikatnie falującej wodzie.
Sceneria jak z uroczego i lekko kiczowatego filmu romantycznego, dla niezrównoważonych ludzkich istnień, do których z pewnością i ja należałam. Teraz tylko brakuję mojej idealnej drugiej połówki. Westchnęłam głośno, czując ja moje złamane na pół serce znowu zaczyna cicho krwawić. W tej samej chwili dłonie Lou oplotły mnie w pasie, przytulając mnie do siebie.
-Będzie, dobrze rozchmurz się. - wszeptał mi na ucho, lekko całując jego płatek.
-Obyś miał racje... 




Informuję przez twittera i co tam chcecie, wystarczy że zostawicie na siebie namiary ! x
+Przypominam też o Character Asks gdzie możecie zadawać postacią pytania :D x

piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 5.


Od autorki :Tada ! Dziś jest 19 kwietnia czyli.. moje urodziny ! W woli ścisłości są to szesnaste urodziny.
A ja piszę rozdział piąty dla was :) Mam nadzieję że pod tym rozdziałem zobaczę trochę więcej komentarzy nich zaledwie trzy, zrobicie mi taką niespodziankę na urodziny ? Proszę ;)
ostatnio dostałam pytanie ile rozdziałów będzie mieć ten blog i co ile będę one dodawane. Tutaj wszystko zależy od ilości czytelników ja mogę dodawać rozdziały nawet i 2 razy w tygodniu ale wy macie je czytać komentować, to samo tyczy się ilości rozdziałów w zależności od ilości czytelników będzie ich od 15 do 40.
Miłej lektury ! x
+możliwe błedy
Dedykacja : Pattie



-A ty dalej tu ? - zapytałam ironicznie Zayna, ten tylko się uśmiechnął i pocałował mnie w policzek, potrzymałam odruch wymiotny i tylko się lekko uśmiechnęłam, oddalając się od niego. Kiedy już chciałam się zaciągnąć w głęboką, wewnętrzną, dyskusje dlaczego to też ten pan musi zawsze być tutaj kiedy ja styrana wracam, jednak on musiał się ode zwać
-Liam nie ma, jest na ustawionej randce z Danielle – wypowiadając jej imię miałam wrażenie jakby chciał ją zabić, ale czy jest się czemu dziwić.. Nie Chloe wróć !
-Emm.. okay ja też zaraz wychodzę – rzuciłam lekko się uśmiechając na samą myśl o zakupach.
-Zakupy ? - uśmiechnął się szeroko, mocno akcentując wypowiedziane słowo, spojrzałam na niego zdziwiona w efekcie jego uśmiech jeszcze bardziej się powiększył – ten twój uśmiech i zamyślony wzrok, od razu wiadomo że jedziesz na zakupy
-Jesteś dziwny.
-Jestem i ty też – objął mnie ramieniem przytulając mnie do swojej klaty. Za dużo czułość.
-Okeyy, Zayn nie mam czasu za pół godziny jestem umówiona z Eleanor sam widzisz jakie są korki i
-Eleanor Calder ? - przerwał mi wbijając we mnie zaskoczony wzrok
-Tak jest naszą modelką – wzruszyłam ramionami, a brunet pokręcił głową w niezadowoleniu
-To najlepsze przyjaciółka Danielle Payzer, tej samej Danielle która jest.. to znaczy niby jest z Liamem. Nie sądzisz że nie jest to zbyt rozsądne abyś się zadawała z tą całą Eleanor ? Cholera wie, co może narobić ? A co jeśli powie mediom o mnie i moim misiaczku ? Boże niby to dobrze ale może jednak nie ? Kurwa, dlaczego życie jest takie popieprzone ?! - chłopak okrążał po raz czwarty kuchnie w czasie gdy ja ledwo co powstrzymywałam się od 'face palm' lub zwyczajnym trzepnięciem chłopaka.
-Nie zauważyłeś że ja sama wiem co jest rozsądne a co nie, dam sobie radę. Wybiłam się w Londynie, a pochodzę z małego miasta w Irlandii, więc proszę nie pouczaj mnie, słonko. Lepiej patrz na to co sam robisz, a wszystko będzie dobrze. - Malik machnął tylko ręką, pożegnał się i udał się ku wyjściu. 1:0 dla mnie.




***






Zaparkowałam auto pod adresem, który godzinę temu w smsie podała mi Eleanor. Rozejrzałam się wokoło była to miła i dość spokojna dzielnica, pełna budynków w starym Londyńskim stylu, zdecydowanie różniąca się od wiecznie zatłoczonego centrum.

Za dziesięć szesnasta a miałam być po siedemnastej. Westchnęłam głośno, pozwalając myślą gromadzonym przez cały dzień uderzyć we mnie jak piorun. Podsumowując moje stosunki z Louisem, ani trochę się nie po prawiły, ten chłopak jest tak samo uparty jak też dobrym aktorem. Za to go nienawidziłam ale i kochałam. Wiem że nie odpuści, może ze mną żartować, udawać że wszytko jest w porządku, ale przy pierwszej lepszej okazji wykorzysta ją, aby mnie 'uratować' od złego smoka (czyt. Liama) niczym księżniczkę z bajek, które w przedszkolu opowiadała nam pani..
Między mną a Liamem.. opisanie naszych pseudo stosunków jest, dziwne ? Nie, nie to złe słowo, lepszym w tym przypadku chyba będzie - trudne. Kłócimy się o byle co, między nami staczają się coraz częściej słowne bitwy, o nawet najmniejsze błahostki świata, jednak zapewne te starcia biorą się stąd iż nie mamy odwagi, aby ustalić jakiekolwiek granice, zasady czy też stwierdzić na jakich warunkach ze sobą jesteśmy. Może to oznaka tchórzostwa i głupoty. Nie przeczę ani też nie potwierdzam. Jestem nam dobrze ze sobą, w tym powoli przemieniający się w toksyczny; związku.
Podskoczyłam, omal nie wylewając kawy trzymanej w ręce, której miałam zamiar upić łyka; kiedy to usłyszałam pukanie w szybę auta. Przeniosłam wzrok i moim oczom ukazała się rozpromieniona Eleanor.
-Bardzo śmieszne. - rzuciłam, otwierając jej drzwi. Dziewczyna tylko się radośnie zaśmiała, tym samym wplatając trochę radości w ten nudny i ponury dzień.
- Dzień dobry, mi też jest ciebie bardzo miło widzieć, w to piękne Londyńskie popołudnie, nawet słońce świeci ! – ironia w jej głosie była wyczuwalna na kilometr, szczególnie że zbierało się na deszcze od samego rana, tak piękna pogoda. Lekko się zaśmiałam i odpalając samochód zaczęłyśmy się zastanawiać na wyborem stroju, jedno czy dwu częściowy ? Taka banalna rzecz, ale dyskusja zajęła nam ponad pół godziny. Efekt był idiotyczny. Uznałyśmy że kupimy oba typy stroi. Inteligentnie, prawda ?
Przechadzałam pomiędzy wieszakami na które uginały się pod ciężarem, powieszonych na nich ubraniach. Jak szybko się okazało zarówno ja jak i moja towarzyszka należymy do dość wybrednych szczególnie jeśli jest mowa o ubraniach. Ruszyłam trzymając w dłoniach kolejną, dziś sukienkę, w stronę przymierzalni, przy okazji zostając obdarzoną przez sprzedawczynie, błagalnym wzrokiem. Odwdzięczyłam się szczerym uśmiechem, rzucają do El co w stylu 'Pośpiesz się bo nas stąd wywalą' na co ona wybuchła nerwowym śmiechem.




***



-I jak tam było na randce ? – zaśmiałam się gorzko, widząc skulonego na fotelu szatyna

-Mogę, nie odpowiadać ? – podniósł głowę, a moim oczom ukazało się odbite oko – chciałem rozdzielić dwóch bijących się kolesi i.. dostałem nic ciekawego nie pytaj – dodał. Wyglądał tak żałośnie że na aż kilka sekund zrobiło mi się go naprawdę żal, jednak szybko otrzeźwiałam
-Jak zawsze dobroduszny Liam musiał pomóc, aby przypadkiem nikt nie ucierpiał, a efekcie sam ostał poszkodowany ?
-Dokładnie. – odparł przesiadając się na kanapę na której i ja zasiadłam. Położył swoją głowę na moich kolanach, a nasze ręce połączył w delikatnym uścisku, co chwilę całując moją dłoń. Bawiąc się jego włosami, oglądałam głupie show, w środku pragnąc aby to co się dzieje teraz nigdy się nie skończyło.
Uśmiech wtargnął na moje usta kiedy to zauważyłam że on właśnie zasnął. Nachyliłam się nad nim aby pocałować go lekko w policzek, ale zamiast tego, on złączył nasze usta w pocałunku, który z każdą sekundą stawał się coraz to najprzeciętniejszy, intymniejszy. Chwycił moją głowę delikatnie w swoje dłonie, powalając mi się oderwać od niego tylko na kilka sekund, kiedy to on zmieniał pozycję, w której się znajdował. Napierał na mnie coraz mocniej, całując coraz to intensywniej, jego ręce zaczęły błądzić po moich plecach, a ciało prawie znalazło się na mnie, zmuszając mnie do położenia się pod nim.
-Jutro wyjeżdżam Liam – oparłam się na łokciach, przerywając to przyjemną chwilę.
-Wiem. – westchnął ciężko, wstał i zapytał – jesteś głodna ? – pokiwałam głową czując jak kiszki marsza mi grają. Payne widząc moje zaangażowanie w tak prostą czynność zaśmiał się i udał do kuchni w celu przyrządzenia, jakiegoś posiłku. Sama postanowiłam dokończyć pakowanie rzeczy. Chwyciwszy torby z zakupionymi dziś rzeczami, udałam się do sypialni, w której już teraz stały dwie wielkie walizy z ubraniami.
Pakując już ostatnią rzecz, usłyszałam jego głos nad sobą. Wyglądał niezwykle uroczo w fartuszku, który i tak nie pomógł mu, bo był od stóp do głów ubrudzony mąką; oznajmił że jedzenie jest już gotowe, więc zapięłam walizkę i udałam się za nim do ślicznie ozdobionej jadalni.‘Dziękuję’ rzekłam, kiedy to odsunął mi krzesło pozwalając na nim zasiąść.
-To było pyszne ! - mój radosny głos rozniósł się po pomieszczeniu zaraz po zakończeniu posiłku. Mój dzisiejszy kucharz ukłonił się i wyniósł puste już talerze. - To co będziemy robić ? - spytałam upijając łyk, wytrawnego wina.
-Chyba wiesz co... - odpowiedział szarmancko, przygryzając wargę.




***


Wszyscy niczym mrówka przed okresem krążyli koło odpraw czekając na spóźniający się samolot, przez który nasz nie mógł odlecieć. Opadłam bezsilna na krzesełka, opierając głowę o Louisa, który mnie w nią pocałował, mrucząc coś że teraz będę tylko jego. Za co uderzyłam go z całej siły w ramię. Czeka nas około 19 godzin lotu i godzinna przerwa w Hong Kongu. Zmiana klimatu i straw czasowych są kolejnymi minusami tej podroży. W takich momentach samo nasuwa się pytanie 'Dlaczego tak piękne miejsca muszą być tak odległe ?' Z rozmyślań wyrwał mnie głos wydobywający się z zamontowanych w całym lotnisku głośników; informujący o tym że spóźniony samolot w końcu wylądował. Dla nas oznaczało to że za piętnaście minut odlatuje nasz samolot. Wstałam do pozycji pionowej i pchając specjalny wózek na bagaże udałam się najpierw na odprawę a potem na sam pokład samolotu. Nienawidzę latać, nie był to jakiś strach przed lataniem,bo jeszcze się rozbijemy.. zwyczajnie nie trawiłam tej formy transportu, który w tym przypadku był jedynym możliwym.
Rozsiadłam się wygodnie w fotelu, miałam zamiar się zdrzemnąć jednak moja ekipa z szczególnym uwzględnieniem Louisa i Pablo nie pozwalali mi. Kolejny perfekcyjny dzień z wariatkowem na głowie..

czwartek, 11 kwietnia 2013

Rozdział 4.



Od autorki : Na początku wielkie przepraszam że tak długo trwanie dodanie rozdziału, miałam opublikować 3 dni temu ale tak jakoś wyszło że dodaję teraz.. Dziękuję za każdy, nawet najkrótszy komentarz, wszystkie są ważne ;) Zmieniłam trochę pomysł na ten rozdział i już wiem co będzie w następnym. A w siódemce wydarzy się coś słodkiego. Mam też do was pytanie, chcecie aby opowiadanie było pisane tylko w perspektywie Chloe a może też Liam, albo w mojej ukochanej narracji 3-osobowej ? Decyzja należy do was !
Dedykacja : Evie x







Kiedy wracasz, po całym dniu pracy, padnięta. Czego chcesz ? Ciszy i spokoju, a może harmidru i bałaganu ?
Ludzie dzielą się na dwa typy, tych którzy wolą to pierwsze i tych którzy wolą tą drugą opcje. Ja osobiście zaliczam się do tej pierwszej grupy. Kocham po całym dniu bieganiny usiąść wygodnie w moim ukochanym fotelu, nie myśląc o niczym; popijać moją pyszną gorącą, herbatkę z cytryną w ciszy i spokoju, ale jak wiadomo nie od dziś, nadzieja matką głupich a marzenia się raczej nie spełniają.
Włożyłam klucz do zamka, przekręcając go dwukrotnie w lewą stronę, następnie nacisnęłam klamkę i znalazłam się w mojej oazie, prawie oazie. Moją uwagę na dzień dobry, przykuły czarne, masywne buty motocyklowe i skórzana kajka. Zmarszczyłam czoło zastanawiając się do kogo należą te rzeczy (bo byłam pewna że nie są one Liama) wkroczyłam do salonu, gdzie moje wszelkie wątpliwości rozwiał, paradujący po moim mieszkaniu, w samych bokserach, nie kto inny jak Zayn Javadd Malik. Przyłożyłam rękę do skroni zaczęłam ją delikatnie masować. Tylko się nie denerwuj.
Mój jakże mile widziany gość, podbiegł do mnie radośnie, jak dla mnie zbyt radośnie; witając się ze mną przytulasem
- I jak ci się podoba ? - wykrzyknął, demonstrując mi swój nowy tatuaż na klacie
-Masz na myśli na myśli swój... strój ? A może to co masz pod spodem ? - odpowiedziałam, lustrując go wzrokiem, kiedy twarz chłopaka, który stał przede mną, przybrała zniesmaczonego wyrazu, dodałam śmiejąc się – tak ! ładny tatuaż! A gdzie jest Liam ?
-Tam. - wskazał dłonią na jeden z pokoi, szczerząc się w moją stronę,Malik gdybyś ty tylko widział jak bardzo cię nienawidzę..
Podziękowałam mu i szybkim krokiem ruszyłam ku balkonowi, Liam uwielbiał na nim przesiadywać nawet i godzinami, kiedy to coś się działo.
Jak zwykle nie pomyliłam się co do niego, stał oparty o jedną z barierek, w jego dłoni znajdował się jeszcze nawet nie odpalony papieros.
-Nie pal, bo jeszcze tracisz głos – zakpiłam, stając u jego boku. Wyrwałam mu fajkę i sama ją odpaliłam.. - Co tu robi Malik ? - mój ton się nie zmienił, a to tylko jeszcze bardziej przytłaczało mojego kochasia, jednak on wiedział jakie mam podejście do Zayna jak bardzo nie chcę się z nim widywać... zresztą nie lubię kłamać, oszukiwać.. wbrew pozorom. Liam zaszczyć mnie na moment, krótkim spojrzeniem, jednak nie miał odwagi, aby go podtrzymać.
-Bo.. – zatrzymał się, starając się znaleźć jakieś porządne wytłumaczenie i wybrał, najgorsze z możliwych – jest moim chłopakiem i.. – spojrzałam na niego z niedowierzaniem, ledwo powstrzymując się od wybuchnięcia śmiechem
-Nie kończ. – przerwałam mu wyrzucając papierosa za balkon; jak gdyby nic wróciłam do mieszkania. Liam coś szeptał błagalnie. stając za mną, jednak nie zdążyłam się nawet odezwać, bo zadzwonił mój telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz 'Anett dzwoni' a ta czego ode mnie chce ? Zdezorientowana telefonem od jednej z naszych model, wzruszyłam ramionami i zwyczajnie odebrałam połączenie.
-Ane.. - zaczęłam, jednak ktoś nie pozwolił mi skończyć
-To ja Louis – poczułam nie przyjemny dreszcz przeszywający moje ciało, kiedy usłyszałam jego, głos, był milion raz spokojniejszy od tego którym mówił do mnie jeszcze kilka godzin temu.
-Lou, jeśli chcesz teraz kontynuować naszą rozmowę to..
-Nie o to chodzi ! – po raz kolejny mi przerwał – chodzi o sesję.. zresztą jak przyjedziesz najpóźniej za 20 minut to wszystko ci wytłumaczę – to nie przmiało jak proźba a tym bardziej jak pytanie był to najzwyczajniej w świecie rozkaz dla mojej osoby od teoretycznie od mojego podwładnego, jednak Lou nigdy nie uznawał takich spotrzeń z mojej strony nie zależnie od tego czy tyczyło się to mnie, czy też kogoś innego. Kręcąc głową wsłuchałam się w dalszą część jego wypowiedzi - a o 18 łaskawie zrobisz pseudo zebranie i ogłosisz im tą nowinę. To zobaczenia, Chloe – tym razem nie zdążyłam nawet przemyśleć jego słów, kiedy on się rozłączył. Westchnęłam głośno i zwracając najmniejszej uwagi Liama, który nadal był w moim bliskim pobliży zwyczajnie, po raz kolejny założyłam buty i okrycie wierzchnie, chwyciłam jeszcze tylko torebkę i życząc im udanego dnia, bądź też nocy, wyszłam z domu aby znów wrócić do pracy. Tak swoją drogą długo byłam we własnym domu.. 15 minut ? To chyba mój nowy rekord !

~~--~~

Wkroczyłam pewnym krokiem do siedziby gazety i mijając kolejne często puste pomieszczenia, biura; doszłam do pracowni gdzie czekali już na mnie, moi najbliższy współpracownicy. Gdy tyko Tommo mnie zauważył zaczął coś wrzeszczeć o Sydney i wielu nie zrozumiałych dla mnie faktów, pomimo iż mówiliśmy w tym samym języku to ostatnich paru lat nie umiem się z nim porozumieć, ale wiedziałam jedno było to coś radosnego, albo mnie wkręca.
-Miejsce. Sesji. Zostało. Zmienione.
-Co masz na myśli ? - spojrzałam zaciekawiona na Tomlinsona który skakał przede mną, z radości, jak Wielkanocny króliczek.
-To że ta stara krowa, zafundowała nam wycieczkę do Australii, a tak dokładniej Sydney! Uznała wraz z swoimi pupilkami wpadła na taki o to pomysł i tada ! Jedziemy ! - jego ekscytacja stała się dla mnie nie do zniesienia, więc przyłożyłam dłoń do jego ust, prosząc go, aby po protu zamknął swoją jadaczkę a on to uczynił, pierwszy raz uciszył kiedy go po prosiłam, nie musiałam mu nawet zagrozić co było zupełną nowością.
Nie chcąc już słuchać paplaniny Lou, zwróciłam się do Pablo, aby ten wytłumaczył mi, coś więcej, słuchając kolejnych, znacznie spokojniejszych zdań padających z jego ust docierały do mnie coraz to kolejne informacje. Poniedziałek, ósma rano, lotnisko. Trzygodzinny lotu. 4 dni pracy w słonecznej Australii..

-Spokój ! - wykrzyknęłam widząc że moje wcześniejsze uwagi o zachowanie ciszy nie skutkowały, chociaż by w najmniejszym stopniu. Kiedy w końcu w małej salce konferencyjnej, zapanowała tak upragniona przeze mnie cisza , moją uwagę przykuł niewysoki blondyn i jego kolega obok. Spojrzałam na nich krzywo, w środku wręcz żądając odpowiedzi na jedno pytanie : Kim oni są ? Pan w lockach, lekko dygnął blondasa, wymienił z nim kilka zdań i powoli razem ruszyli w moją stronę. Już go lubię.
Znacznie wyższy i wytatuowany chłopak uśmiechnął się do mnie nonszalancko, co odwzajemniłam i ja, po chwili to samo uczył też jego kompan.
-Harry Styles, całuję rączki – jak powiedział tak też zrobił, pocałował mnie w dłoń niczym prawdziwy dżentelmeni zeszłego stulecia, zamiast zmieszania wywołało to u mnie tylko śmiech
-Niall Horan – rzucił radośnie drugi, zwyczajnie ściskając moją dłoń
-Chloe Key, miło mi – odpowiedziałam czekając na kolejny ich ruch
-Harry to nasz nowy model, a Niall zajmuję się scenografią sesji oraz od czasu do czasu samym robieniem zdjęć– powiedział spokojnie Pablo zachodząc mnie od tyłu, przez co podskoczyłam ze strachu, tym samym depcząc jego stopę obcasem. - Ałć !
-Trzeba było mnie nie straszyć ! - westchnęłam, czując że następnie dni dopiero dadzą mi się we znaki.
Posłałam chłopców na miejsca siedzące, a sama stanęłam w centralnym miejscu pomieszczenia
-Jednych to zasmuci, a drugich zapewne ucieszy. - zaczęłam powoli – ale od początku, jak wiecie następny numer, który się okaże już w kwietniu, jest niezwykle ważny dla pani Manicue, dlatego też podjęła kilka ważnych decyzji decyzji, przez które jak widzicie zwiększyła się liczba modelek i modeli oraz zmieniło się miejsce w którym ma się ona odbyć, a mianowicie odbędzie się ona w Sydney w Australii – po moimi słowach, w sali dało się usłyszeć reakcje innych tak jak myślałam dla jednych był to jak sen na jawie, a dla drugich jak najgorszy koszmar. - wiem, mi też nie odpowiada ta nagła zmiana planów ale nie mamy wyboru. Wylatujemy w poniedziałek. Jutro przed nami ostatni dzień pracy przed wyjazdem, tak więc, modele i modelki mają ostatnie zdjęcia próbne i osobne sesje z Niallem i Lou; Pablo i Maddi jak zawsze się wami zajmą, jutro też od 'kreatywnych' dostaniemy dokładny, opis tej sesji. - wszyscy pokiwali lekko głową, dając mi do zrozumienia że choć w najmniejszym stopniu dotarły do nich moje słowa, ucieszyłam się, bo naprawdę nie miałam ochoty się powtarzać, szczególnie że tak jak wszyscy chciałam już wyjść i tu nie wracać po raz tysiączny do pracy, dziś oczywiście. Pożegnałam się ze wszystkimi, życząc im miłego dnia, aż w końcu zostałam sama z Anett i Eleanor, które wcześniej poprosiłam o to. Zasiadłam obok nich na jednym z czarnych foteli, dziewczyny spoglądały zaciekawiona w moją stronę, na co ja się po prostu uśmiechnęłam.
-Chciałam wam tylko powiedzieć że będziecie głównymi modelkami, to wokół was zamieszania będzie najwięcej, ale skoro zostałyście na nie wybrane, to zapewne dacie sobie radę. A teraz się z wami żegnam i życzę miłego dnia – dokończyłam nie przestając się uśmiechać dziewczyny kiwnęły mi na dowidzenia i wszystkie rozeszłyśmy się w swoją stronę.
-Chloe ! - usłyszałam za sobą krzyczącą El; dziewczyna pobiegła w moją stronę i ciężko oddychając zapytała – Może pójdziemy jutro na zakupy, co ? Pomożesz mi wybrać idealny strój ! - zaśmiała się, puszczając mi oczko
-Eleanor, słońce jutro my najprawdopodobniej stąd wyjdziemy po północy i to jak dobrze pójdzie. Możemy.. pójść w dzień przed wyjazd, też muszę kupić parę rzeczy na ten wyjazd – dziewczyna po paru sekundach przystała na moją propozycję

~~--~~

-Jak to jedziesz na 4 dni do Sydney ?! - oburzył się Liam
-Tak, to. - odparłam wzruszając ramionami – Liam, jak już sam zdążyłeś mi to nie jednokrotnie udowodnić, każde idzie swoimi ścieżkami, jedno drugiemu się w życie nie w trąca. Zawsze jak będzie ci się nudzić, albo będziesz chciał do kogoś się poprzytulać, to masz Zayna, a teraz wybacz ale idę spać, dobranoc ! - dodałam zaszywając się w ciemnej sypialni. Liam, jak chciałeś tak masz.

niedziela, 31 marca 2013

Rozdział 3.


Od autorki : Dialogi.. dialogi mym bohaterem ale i przekleństwem, dlaczego ? W tym rozdziale jest ich przerażająco dużo, co was bardzo ale to bardzo przepraszam :c Z niewiadomych powodów nie miała też chęci czy chociaż by ochoty aby napisać ten rozdział co jest dziwne, szczególnie że miałam na niego pomysł.. boję się na pewno rozdziału czwartego, który pojawi się również na dniach. Dziękuję za wszystkie komentarze, które dla mnie naprawdę dużo znaczą ;) Przypominam o pytaniach dla postaci które możecie zadawać na tumblr oraz na blogu wchodząc w zakładkę Character Asks.
O czym to ja jeszcze.. nie ważne udanej lektury życzę ! I do zobaczenia za 11 komantarzy x
+rozdział skończyłam pisać o 4 w nocy, a początek jest kompletnie wyrwany z kosmosu, przepraszam :(
Dedykacja : emgie

Usta Liama, muskały delikatnie moją szyję a ja mu się nie opierałam, wręcz przeciwnie. Chłopak odebrał to, błędnie, jako zachętę – pozwolenie, na coś więcej
-Li puść mnie – zaśmiałam się lekko, gdy zostałam przygnieciona przez jego durne cielsko
-Wczoraj ci się podobało – wymruczał, przybierając smutny wyraz twarzy który tylko i wyłącznie bardziej mnie rozbawił, niż zdołował czy też zmusił do jakichkolwiek refleksji na temat moich poczynań
-Ale dziś jest dzisiaj a nie wczoraj – odpowiedziałam, zrzucając go ze mnie.- masz dziś dużo pracy ?
-W zasadzie to mam dziś dzień wolny.. wybierz tą niebieską – wskazał ręką na jedną z marynarek trzymanych w moich rękach, uśmiechnęłam się w jego stronę i szybko ruszyłam w stronę łazienki

-Hej, Maddi ! Już w studio ? - zapytałam radośnie odbierając połączenie od dziewczyny
-Tak.. a ty jesteś gotowa ? - jej poważny i zdesperowany ton głosu mówił sam za siebie
-Tak.. kończę makijaż.. - w odpowiedzi usłyszałam tylko ciche westchnięcie – tak kupię twoją ulubioną kawę i podrzucę ci ją przed spotkaniem. Kocham, paaa – rzuciłam, rozłączając się.
Szybkim ruchem nałożyłam ostatnią warstwę szminki na usta i dumnym krokiem wróciłam do sypialni, gdzie nagi Payne leżał na łóżku i mi się przyglądał
Rzucając krótkie 'Kocham cię ale się ubierz' delikatnie go pocałowałam, a już chwilę potem siedziałam w świeżo naprawionym aucie. Nowy dzień czas zacząć.

***

Spotkanie biznesowe to jedna z najgorszych rzeczy w moim i tak popapranym, chociaż na ogół tym nie powinnam się zajmować ja, jednak z niewiadomych mi przyczyn szefowa kazała mi wykonywać zadania który zazwyczaj, wybiegały poza moje kompetencje. Tak było i tym razem, kiedy po raz to tysięczny musiałam upewniać projektanta, że na pewno sesja będzie fantastyczna, tym samym obiecując cuda na patyku. Przekroczyłam prób mojego miejsca pracy tym samym mając nikłą nadzieję że choć tu, zaznam odrobiny spokoju. Niestety te już na dzień dobry zabiła jedna z nowych stażystek, która była chodząc przykładem że będąc dobrym w łóżku, też można dużo osiągnąć. Po dwudziestominutowym tłumaczeniu jej że skóra i skóra ekologiczna to raczej nie to samo, zasiadłam przy stole i pierwszy raz w ciągu dzisiejszego dnia coś zjadłam, wzrokiem obserwowałam to jak mój dwudziestoośmioletni przyjaciel robił zdjęcia.
-Wiesz o tym że ten kretyn dalej robi jej zdjęcia w tej samej sukni ? Ahh.. i powiedział że tylko ciebie będzie się słuchać – ziewną Pablo, chwytając jedną z kanapek. Spojrzałam tylko na niego z miną 'Weź mnie nie dobijaj' i ruszyłam ku naszemu fotografowi.
-Lou.. ile już ją tam męczysz ? - w czasie gdy mój przyjaciel, pstrykał kolejną fotografię naszej modelce – Calder. Chłopak lekko posmutniał co oznaczało tylko jedno.. - Jesteście tu od samego rana ? Pogrzało cię ?
-Chloe.. no. Wiesz...
-Tomlinson, wiem, osiem godzin to dużo szczególnie że nie potrzebujmy tylko zdjęć jednego out fitu a 20, z czego połowa ujęć ma być w plenerze, inną sprawą jest to że twoja modelka zaraz zemdleje ! - wskazałam ręką na Eleanor, która ledwo co stała na nogach a jej twarz była mówiąc najprościej, blada jak ściana. Podbiegłam do niej podałam kawę i kazałam charakteryzatorką pomóc zdjąć jej tą, jak zawsze oryginalną, suknie od Varnise tym samym zarządzając godzinną przerwę. - Następnym razem jak będę kazać ci cokolwiek zrobić to pieprznij mnie w łeb, dobrze ? - Louis zaśmiał się donośnie i złożył na moim policzku delikatny pocałunek.
Louis Tomlinson, dla przyjaciół Tommo, a dla matki BooBrear. Mój przyjaciel i swego czasu kochanek. Metr i siedemdziesiąt osiem centymetrów zrostu, waga sześćdziesiąt dwa kilogramy, rozmiar buta – 43. Morska zieleń, cudny kolor oczu, prawda ? I jego wiecznie idealnie ułożone w 'nieład' włosy o brązowej barwie.
Uśmiechnęłam się lekko i wtuliłam się w niego, był znowu przy mnie, choć kiedyś między nami bywało różnie – to właśnie jego potrzebowałam w tej chwili, najbardziej. Jego silne ramiona otuliły moje ciało a ręka lekko głaska moje plecy, ciche bicie jego serca odbijało się echem w moich uszach .pozwalając mi zapomnieć o otaczając mnie świecie. Jego usta delikatnie pocałowały czubek mojej głowy, a po policzku spłynęła pojedyncza łza – oznaka mojej słabości dla pewnego chłopaka.
-Wróciłaś do niego, prawda ? - miało to być zapewne pytanie ale w wykonaniu mojego Tommo zabrzmiało to bardziej jak stwierdzenie, niż pytanie na które aktualnie jedynie potrafiłam odpowiedzieć delikatnym skinieniem głowy, westchnął podirytowany ale nie skomentował moich poczynań, tylko mocniej mnie przytulił do siebie.
-Wiesz co o tym myślę, prawda ? - zaczął powoli
-Louis proszę..
-Nie żadne Louis proszę ! - wykrzyknął wściekły, odpychając mnie lekko. Podniosłam wzrok na jego oczy, w których teraz można było zauważyć delikatne iskierki, usta zaciśnięte, tak i pięści – był wściekły, a cisza która zapanowała w popieszczeniu tylko pogarszała jego stan..

-Em.. zapomniałam telefonu, ale jeśli przeszkadzam to.. - zza drzwi wyłoniła się postać dziewczyny, której będę musiała kiedyś za to podziękować
- Nie przeszkadzasz – uśmiechnęłam się starając zachować pozór normalności – El ! - krzyknęłam za nią gdy już prawie wychodziła – mam do ciebie pytanie.. Nie odbieraj tego jako ataku, dobrze ? A więc jakiej jesteś orientacji ? - jej mina mówiła dużo jeśli nie więcej
- Hetero ? - wypaliła wbijając we mnie zaciekawiony wzrok.
-Ok ja też a na przykład Lou jest bi... - słysząc swoją debilną odpowiedź dodałam szybko - zwyczajnie lepiej nam się współpracuje ze sobą gdy wiemy takie rzeczy, gdy wiem.. na ile sobie możemy pozwolić, rozumiesz ?
-Tak, rozumiem. Coś jeszcze bo przerwa mi ucieka.. -wymamrotała, spoglądając na delikatny zegarek zapięty luźno, na jej nadgarstku.
-Ta, możesz iść..
Wesoła zwyczajnie udała się w stronę wyjścia, ja wróciłam do środka, do Loueeh który mi tak szybko nie odpuści.

Siedział na ziemi, koło statywu i z zawzięciem przeglądał zdjęcia, przy okazji cicho komplementując idealne ciało swojej modelki. Zazdroszczę, tak bardzo zazdroszczę mu tej pasji, którą ja straciłam już parę lat temu. On tworzy sztukę robił to co kocha i w dodatku wykonuje to perfekcyjnie, w tym samym czasie ja muszę się użerać z jakimś popaprańcami na temat tego czy lepsze będą dziesięciocentymetrowe szpilki czy siedmio. Zawsze, jak byłam mała, myślałam że to właśnie w tym zawodzie będę szczęśliwa jednak życie to nie film i tu nie ma happy endów, a ludzie sprzedają swoje ciała dla dóbr materialnych blah.. Oparłam się lekko o ścianę i dalej nie spuszczając z niego wzroku, rozmyślałam nad tym dokąd podąży to wszystko, jak na razie w moim życiu panował rozpierdol ale jak powiedział kiedyś do mnie wykładowca 'Jeśli twoje życie osobiste całkiem legnie w gruzach, to oznacza, że czas na awans'.
-Choć tu. - westchnął nawet nie podnosząc na mnie swojego wzroku.
Wykonałam to co kazał i usiadłam na jego kolanach, w czasie gdy on odłożył aparat na ziemie. Przytuliłam go i po raz kolejny powrócił ten cudowny stan sprzed parunastu minut. -Chloe ? - podniosłam głowę ku górze, przez co on delikatnie musnął moje wargi, oddawałam pocałunek, pozwalając aby wspomnienia przeszłości buzowały mojej głowie. Każdy ten dzień, pod czas którego to on pomagał mi pozbierać się po utracie Liama kiedy ten odszedł po raz kolejny do Zayna. To wtedy Tomlinson wdając się ze mną w sztuczny i zakłamany romans, zapewniał pustkę w moim sercu, trwało to dopóki ten się nie zakochał w jakimś chłoptasiu. - Zostaw go Chloe, proszę. Zostaw.. możesz zawsze, być ze mną
-Mogę być z tobą do puki ty się nie zakochasz.. Pamiętasz jak było ostatnim razem ? - nic nie odpowiedział, wiedział że mam racje
-Emm.. ale..
-Żadnych ale. Masz jeszcze 30 godziny, rób co chcesz ja mam spotkanie. - energicznie wstałam i poprawiając mój strój, wyszłam.
-A właśnie że są jakieś ale ! Przyznaj że jest tak jak było wcześniej, jednego dnia się kłócicie, a już nazajutrz pieprzycie się jak para kochanków, udając że wszystko jest w porządku ! - krzyknął za mną
-Spierdalaj Tomlinson, po prostu wypierdalaj. - powiedziałam sama do siebie, mijając kolejne szklane gabinety marzeń.


















A teraz tak bardziej poważnie...




















a mianowicie... życzę wam zdrowych, wesołych świąt, niech zajączek przyniesie wam co tam tylko chcecie ! xx ~ @Maddi_Anny